IT coś widzi

IT coś widzi

Muzem Kanału Panamskiego, Poranek kolejnego dnia po wielkim wydarzeniu był najlepszym dniem w ostatnich latach. Dyrektor chodził uśmiechnięty, Ernesto dumny jak paw przemierzał korytarze. Nikt się nie zorientował, że temperatura jest wyższa od normalnej o kilka stopni. Z punktu widzenia szczęśliwych ludzi stopień w te czy we w te nie robi różnicy. Dla eksponatów też brak złego wpływu. Skoro część z nich odpowiadała za proces budowy Kanału, to dlaczego teraz miało by je zniszczyć wahnięcie temperatury.

Systemy ochrony też nie pokazywały odchyłki. Jedynie analogowy miernik w rogu sali na swym nośniku papierowym zaznacza magiczne 24 zamiast 21^C. Nikt na niego nie patrzy bo w czasach cyfryzacji jest zbędny. Nie ma połączenia z WiFi, nie wysyła SMS-ów. Teraz wszyscy patrzą na media, które dadzą siłę Muzeum, a nie przeżytki, które z elektroniki mają bezpiecznik od 30 lat ten sam, zero awarii oraz czerwoną żarówkę, która sygnalizuje raz na 3 tygodnie potrzebę włożenia nowej rolki papieru.

Zespół informatyki rozochocony wizją dalszego działania Muzeum, nowych zabawek w serwerowni, też nie widzi problemów. A widać je gołym okiem. W serwerowni jest czujnik temperatury. Póki jest ona w granicach 16-24^C nic się nie dzieje, żadnych alarmów. Od wczorajszego wieczora temperatura się regularnie podnosiła. O 1/10^C na godzinę. To zauważył młodszy informatyk. Normalnie nikt nie zagląda na takie wskazania, będzie alarm w mailu to się patrzy. Jednak sytuacja była wyjątkową. Marcello miał zadanie polegające na sprawdzeniu czy monitoring serwerowni działa, rejestruje wskazania wejść i wyjść, przerw w dostawie prądu, uruchomieniu się zasilania awaryjnego, wilgotności i temperatury. Raz w miesiącu Marcello rutynowo zerka na nagranie z ostatnich kilku dni. Zajmuje mu oglądanie tego przez minutę. Dłużej trwa przywołanie na ekran tego nagrania. To co zobaczył zszokowało go. Od 10 godzin temperatura podnosiła się regularnie o tą samą wartość. Niby nic nadzwyczajnego, gdy jest gorąco to temperatura skacze i opada, nawet o kilka stopni. Klimatyzacja budynku tak działa. Jednak regularne podnoszenie temperatury to rzadkość. Pstryk i już jest w systemie do zarządzania temperaturą w całym Muzeum. IT nie zagląda do tego systemu, jest on dla głównego elektryka budynku, ten sam system zarządza windami, oświetleniem na korytarzach. IT daje miejsce na swoich serwerach, połączenia sieciowe i dba o backup tego systemu. Jednak wszyscy pamiętają uruchomienie i problemy lata temu. Trzeba było na domyślnej konfiguracji, bez zmian, które ułatwią informatyką życie uruchomić ten system. Nawet nie można założyć nowego użytkownika, nic. Hasło tez jest takie jak programiści u producenta zrobili: admin. Marcello znał takie sytuacje w innych obszarach i systemach. Nie wzruszało go to. Jednak tym razem te okoliczności się przydały, bo może zobaczyć o co chodzi z tą temperaturą. Jest ustawiona dla całego budynku na 22^C a dla serwerowni 18^C. Nie potrafił sobie przypomnieć jakie mieli ustalenia co do pożądanej temperatury w maszynowni. Teraz nawet nie ma kogo zapytać, wszyscy się rozeszli do domów. Zostawił tylko kartkę na monitorze szefa „Przegląd monitoringu zrobiony.”. To samo wysłał mailem. Szef lubił odręczne notatki i żółte karteczki na ekranie.

Wychodząc minął się w drzwiach ze strażnikiem Pueblo. „Gruby typ, który zawsze śmierdzi kawą i spoconą czapką” tak Marcello w myślach go oceniał. Tym razem to Pueblo mógłby powiedzieć to samo jemu. Też śmierdział potem, może nawet o tym nie wiedział.

Strażnik siadając w swoim fotelu widział na ekranach kilka osób, głownie tych co jeszcze sprzątali po wczorajszym wydarzeniu. Nic nadzwyczajnego. Pakowali ekrany do wielkich kontenerów. Zwijali kable. Tą sielankę przerwał dźwięk wyłączającego się czajnika. Czas na herbatkę i dobrą lekturę. gdy budynek był już pusty, został jedynym żywym w środku mógł spokojnie czytać dalej. Rutynowo zerkał na ekrany. Gdy było już całkiem ciemno zauważył, ze na ekranie nr 14 pali się lampka. Jakieś dodatkowe światełko, którego nigdy wcześniej nie widział. Tak mu się wydawało. Widział już je, ale ignorował. To lampka od miernika temperatury wołającego o nową rolkę papieru. Ta anomalia było tak dużą ciekawostką, że po zakończeniu rozdziału chciał ich zobaczyć na własne oczy co to. Nie śpieszyło mu się, do końca służby zostało 4 godziny i 56 minut. Zabrał latarkę, włączył oświetlenie na korytarzu i wyruszył w podróż. Takie wycieczki nie były standardem, ale zawsze oznaczało problemy. Wczoraj kurier i problem bo trzeba się oderwać od lektury, dziś jakaś lampka. Wychodząc ze swojego pomieszczenia, coś mu podpowiadało, że ta służba będzie inna niż te które lubił, coś wisi w powietrzu, jednak nie potrafi określić co. Po wejściu schodami na poziom 2 wiedział co poróżnia tą służbę od innych. Temperatura. Jest gorąco, zbyt gorąco jak na ściany tego obiektu. Powietrze nosi ślady obecności innych, czuć odór przepracowanego człowieka, dziesiątek osób i setek zwiedzających. To powietrze się nie ruszało, nie zmieniało od kilku godzin. Po wczorajszej wieczornej gali, ludzie mieli we krwi ostatki alkoholu i nie potrafili dobrze ocenić czy z temperaturą jest coś nie tak. Pueblo czuł tą temperaturę podwójnie, bo był dwa razy większy niż przeciętny pracownik Muzeum, ważył blisko 170 kg, a dwa piętra po schodach robiły resztę. Normalnie taka wycieczka to jedno przetarcie czoła i już jest suche, teraz potrzebował 4 razy obetrzeć spocone lico. „Co u licha?!?! Kto ustawił taką temperaturę?”. Dotarł do źródła światła, to ono go tutaj zawołało. Poświecił latarką i zobaczył stary, analogowy termometr, rejestrujący temperaturę na przesuwającym się papierze. Papier idzie z rolki, wskazówka porusza się góra dół i zostawia ślad. Jedno zerknięcie na tą bieżnię wskazówki i już widzi powód otwarcia swoich porów. 28^C to wartość, na której zatrzymała się wskazówka. Papier stoi w miejscu. Jedyna nowoczesność tego aparatu to zatrzymanie się kiedy papier się kończy. A jak się kończy to zapala się lampa. Nasz Indiana Pueblo Jones dotarł do tajemnicy, do samego źródła, które oderwało go od czytania o gorącej Afryce i przeniosło wprost do jej scenerii w postaci odczucia miejscowego klimatu.
-może się nie znam, ale jeśli jest tak gorąco, to w Muzeum poszło lub pójdzie coś nie tak z eksponatami. Kotwice, koparki, tego nie poczują, ale figura woskowa, zdjęcia na szkle mające 100 lat? – powiedział głośno.

Miał teraz dwie możliwości. Albo zadzwonić do dyrektora, albo wrócić do swojej Afryki. Wybór zróżnicowany, a i tu i tu będzie gorąco. Wyciągnął telefon, wybrał 1 i czeka na sygnał. Naiwnie, bo to środek nocy, jednak oberwie mu się kiedy tego nie zgłosi.
-Hallo? – odezwał się zaspany dyrektor.
_Panie dyrektorze, tu Pueblo z ochrony. W Muzeum jest gorąco jak w piekle, termometr analogowy pokazuje prawie 30^. Nie wiem co mam robić.
_30^? Celsjusza? No a jakby inaczej. Pueblo, daj mi chwilę, zadzwonię do energetyka.
130 sekund i dwa przetarcia potu później dzwoni dyrektor.
-Pueblo! Energetyk już jedzie do firmy. Zamówiłem mu Ubera, bo metrem nie dojedzie za szybko. Prosił żebyś czekał na niego przy drzwiach i żebyś otworzył klapy oddymiające. Nawet mnie nie pytaj jak to zrobić, bo sam nie wiem. Zrozumiano?
– tak szefie. Lecę, biegnę.

Nim Pueblo się zorientował co to są te klapy i jak ma je otworzyć, zauważył na kamerze snop świateł przed wejściem. Zdalnie otworzył drzwi i ruszył w ich kierunku.

Martin był najwyższym ze wszystkich pracowników, jeśli te klapy są na suficie to z pewnością bez drabiny da radę to zrobić. Powitał Pueblo i podziękował za sygnał.
-dzięki stary za wiadomość. Jak Ty się zorientowałeś ile dokładnie jest stopni w budynku?
-bo jest tu gorąco jak w piekle, jeszcze godzinę temu dało się wytrzymać, a teraz czuję się jak w saunie. Na monitorze zauważyłem jakąś lampkę w sali i stamtąd dzwoniłem do szefa. A ty nie raczyłeś spojrzeć w swoje zabawki i sprawdzić jaka jest temperatura? – zapytał Pueblo.
-sprawdziłem, 3 razy, ostatni raz po wyjściu z Ubera. Zgadnij co? Na moich zabawkach, jak je tak nazywasz, jest 21^C, czyli tyle byś mógł w przyjemnej aurze pracować. Te 21 mi się nie podoba, bo wykres w telefonie z systemu pokazuje tyle samo od 16 godzin. Nic się nie zmieniło, aż dziwne, bo np. 3 dni temu były piki o 3, a nawet 5^C. Łącznie w górę i w dół. Tak się dzieje, klima się nie wyrabia, słońce świeci, dużo turystów w środku to temperatura skacze. Ale teraz to nie wiem co się dzieje. Sprawdzę i zadzwonię do Ciebie. A te klapy otworzyłeś?
-no właśnie, że nie, nawet nie wiem co to i gdzie się to otwiera. Może mi wyjaśnisz?
– szef chciał natychmiastowego działania, żeby coś zrobić. No to wymyśliłem te klapy, żeby dal mi spokój. Nic innego nie da się zrobić beze mnie tutaj. Idę do swojej kanciapy i dam Ci znać. Wypij herbatkę za mnie.

15 minut później Pueblo poczuł powiew chłodnego powietrza, Jeszcze nie wie jak się to wydarzyło, ale martin z pewnością się pochwali jaki kolor peleryny założył wcielając się w rolę tego jedynego, który umie.

-Stary dzięki za czujność, jeszcze raz dzięki. Sprawdziłem systemy. Wszędzie, w każdym pomieszczeniu pokazywały milutkie 21^C. Nie wiem jak, ale to prawie połowa tego co w rzeczywistości. System się musiał zawiesić, wykrzaczyć, nie wiem co, ale nie działał dobrze. Działał tak źle, że włączył ogrzewanie. Tak sobie grzał od kilku godzin. Co najdziwniejsze to temperatura. Zmieniła się o cały 1^C. Na wskaźniku, rozumiesz? Na wszystkich wskaźnikach, łącznie z tym w serwerowni. Ale to tylko takie pokazywanie temperatury, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Ci z IT mnie zabiją jak im spaliłem serwerownie.
-Martin, nie przejmował bym się tymi z IT. Mijałem się w drzwiach z Marcello, był spocony, ale jakoś dziwne do Ciebie nie dzwonił. A to najbardziej ludzki ze wszystkich w tej bandzie. Oni mają swoje czujki, więc by wiedzieli. Wnuk mi opowiadał, że jego konsola się wyłączy sama jak się przegrzeje, więc te ich serwery pewnie też tak zrobią jak będzie im za gorąco. Nawet moja żona mówi mniej jak jest na plaży.
-Nie wiem czy można porównać serwery z konsolą, ale nie sądzę by twój wnuk był kłamcą. Jakoś damy radę. Czujesz, że już jest przyjemniej?

Było coraz przyjemniej, herbata wymagała naprawy bo się zepsuła z powodu, że skończyła. Afryka też przestała być zabawnym kontynentem jak na tą noc. W nocnych wiadomościach był brak tragicznych zdarzeń, a ten dryblas Martin już wraca do domu. Ma być dopiero wieczorem. Czas odespać tą męczącą służbę.

Co do serwerów obaj mieli rację. Wyłączyły się same kilka godzin wcześniej. W trybie awaryjnym, a wręcz natychmiastowym. Są gotowe do powtórnego włączenia. Nawet nie trzeba ich dotykać, można zrobić to zdalnie, lub same o 6:30 się włączą.

Problemy dopiero się zaczną.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

14 − osiem =